Tu radio słoneczna Barcelona.

   Cześć, co słychać? Koniec roku, jakieś plany na kolejne dwanaście miesięcy? Ja robię. Bardzo ciężko mi to idzie, ale jednak robię. Zgodnie z twierdzeniem, iż „to co nie na papierze nie istnieje” oraz „nie planując, planujesz porażkę”, robię to. Znacznie gorzej wychodzi podsumowywanie. Trzeba być przy tym cholernie… no wiesz. Cholernie silnym. Btw jeśli chodzi o podsumowania. Tak się zastanawiałem nad kawałkiem jaki mógłbym dzisiaj wrzucić i wpadłem na pomysł. Zrobię moje muzyczne podsumowanie roku 2015. Chyba już można? Żeby łatwo nie było zrobię top 5 Tylko polskich albumów.

5- Albo Inaczej

4-Ptaki – Krystyna

3-BAASCH – Corridors

2-Szatt – I Guess My Brother Got Shot feat. Vito

1-Kortez – Pocztówka z kosmosu

Od pierwszego przesłuchania Każdy z tych albumów Cię skradnie. Chyba.

   Nie tak dawno byłem w Barcelonie. Mało jeżdżę, wiem. Nie lubię pisać o czymś „na gorąco” Uważam, że jest to w dużej mierze przekłamane spojrzenie, gdyż do tematu podchodzi się zbyt emocjonalnie. To, że tekst o stolicy Katalonii pojawia się półtora miesiąca po wypadzie jest jak najbardziej zamierzone. Miasto jest bez wątpienia warte Twoich oczu. Musisz je zobaczyć. Jednak jak zapewne wiesz nie będę pisał co warto zobaczyć, gdzie warto zjeść itd. Takie wiadomości możesz przeczytać na jakiejkolwiek stronie po wklepaniu w Google „BARCELONA”.

   Barcelona ma dwa oblicza. To miasto ukazuje Ci swój obraz tylko i wyłącznie po to, by za moment go całkowicie zmienić. Ok umówmy się, że każde miasto może takie być. Jednak to zjawisko tam jest gęste, bezpośrednie, że aż prawie namacalne. BRC jest inna w dzień i w nocy. Gdy słońce jest wysoko po głównych arteriach miasta toczą się niezliczone tłumy, głównie jest to masa turystyczna. Lokalsa spotkasz raczej gdzieś w bocznych uliczkach. Po zmroku proporcję się zmieniają. Jest dużo turystów, ale i mieszkańcy w większej ilości wychodzą. Tam gdzie wcześniej był otwarty na oścież sklep bądź restauracja teraz jest roleta z graffiti. Każda roleta jest inna. Unikatowa, wyjątkowa. O graffiti myśl jak chcesz, ale to tam wygląda naprawdę świetnie. Uliczki są słabo oświetlone więc pomalowane rolety tylko i wyłącznie podkreślają te urokliwe miejsca.

   Tam, gdzie w dzień siedzieli i odpoczywali turyści w nocy to miejsce jest eksploatowane przez lokalsów z deskami, rolkami. Ludzie tańczą breakdance. Gdzieś z małego audio dobiegają funkowe brzmienia. Siedzą, śmieją się i piją ichniejsze, cienkie coś, co dumnie nazywają piwem. Pewnie się zdziwisz, ale muszę to napisać. Przez okres kiedy tam byłem i szwendałem się po mieście nie widziałem, aby funkcjonariusz policji spisywał jakiegoś dzieciaka, że jeździ po czymś tam. Pomyślisz, że dziwne. Wiesz, może masz rację, ale miasto staje się dzięki temu bardziej ich, mieszkańców. Wykreślając w planie miasta przestrzeń jakimś obiektem, wspomnianą przestrzeń zabierasz. Pomnik, rzeźba, murek powinien być też funkcjonalny, aby tą przestrzeń na nowo mieszkańcom oddać. Dla mnie to wtedy nie nazywa się dewastacja tylko relacja. No, ale nie ważne. Kończąc ten wątek czekam na dzień kiedy jakiś świeżo patrzący architekt zaprojektuje małą architekturę (pomnik) i postawi znak. „Po tym obiekcie należy jeździć. Pokaż co potrafisz”.

   Gdzie nie spojrzysz jest coś ciekawego. Barcelona jest świetnie skomunikowana. Możesz w dalsze miejsca poruszać się metrem co sprawia, że zyskujesz mnóstwo czasu. Jednak jeśli nie musisz to nie wchodź pod ziemię. Co uliczkę znajdziesz coś wyjątkowego. Gzymsy, okiennice, drzwi…wszystko jest tam zaciekawiające. Jeśli tam kiedyś będziesz to mam dla Ciebie dobrą radę. „Głowa do góry” Podnieś głowę i nie patrz co masz pod nogami, ale patrz w górę. Zrozumiesz dopiero jak to zrobisz.

   Nie licząc tych wszystkich przyjezdnych za chlebem, którzy chcą Ci wcisnąć Selfie Stick. Cen za żarcie, biletów wstępu i mało ogarniętych ludzi w informacji turystecznej. Warto. To kolejne miasto, gdzie „słońce robi robotę”. Pogoda sprawia, że masz lepszy humor. Ciepło w październiku powoduje, że przestajesz szukać problemów tam, gdzie ich nie ma. To takie proste. Dać człowiekowi odrobinę słońca i robi się wyrozumiały, przyjazny i spokojny.

   Pewnie już wiesz, że na moich fotografiach nie znajdziesz kadrów „Sagrady”. Wiesz, że szukam tego, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Czegoś więcej niż ładnego budynku. Nie wiem czy Ci się to spodoba. Osobiście cholernie dużo daje mi to frajdy.

Trzydziesty pierwszy października w Barcelonie.

   Jak pewnie zauważyłeś/łaś nie poruszam tematów związanych z polityka, wiarą. Tu nie ma miejsca na tak odjechane tematy. Jedną kwestię chciałbym opisać, która może się o tą tematykę otrzeć. Halloween w Polsce. Kolejny powód by się posprzeczać. Jak obchodzić? Kiedy? Z kim? Czemu tak a nie inaczej? Bla, bla, bla. Jednych i drugich zapraszam do Barcelony. Rozwiązali ten problem i są szczęśliwi. 31 października jest La Castanyada. Barwne, wesołe święto, w obchodach których biorą udział dzieci i dorośli. Całymi rodzinami, wszyscy przebierają się za diabełki i odpalają masę fajerwerków. To tak oczywiście w mega-skrócie. Reszta przebiera się za wszystko inne co związane tematyką Halloween. Jedna, wielka, wesoła, plenerowa impreza. Czemu nie. Na następny dzień ludzie idą „na groby” i robią to co przeważnie 1 listopada się robi. Czemu nie. Jednak można.

Jak sam widzisz chaotyczny język pisania, który rzekomo składa się w jedną całość został mi do tej pory. Już chyba tak zostanie. Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia : ) Do następnego…aaaa bo bym jeszcze zapomniał tutaj fajny materiał z Barceloną w tle.