Mój blog

Czyli słów kilka o rzeczach ważnych i tych mniej ważnych
Fotografia Michał Tylewski. Centrum Palermo przy targu.

Brud, smród, armagedon. Sycylia cz.II

Może mają problemy z wywozem śmieci. Tak sobie to tłumaczę nie wydając żadnych wyroków. Bo to co zobaczyliśmy na Sycylii trochę nas przerosło. Tam jest BRUDNO ! W samym Palermo nie ma ulicy, na której byłby porządek. Worki ze śmieciami walają się przy skrzyżowaniach. Ogrom papierków po czymś tam oraz torebek foliowych zabierane przez wiatr osiadają na szpalerach żywopłotów i większych krzewów. Przypominam sobie obraz jak jedziemy główną dojazdówką do Palermo.

Read More
Fotografia Michał Tylewski. Pomnik w Palermo

Architektura i detal czyli Sycylia, która urzeka. Część I.

Pisać będę luźno i krótko.

Tylko dwa miasta. Tylko kilka fotografii. Zorganizowane wycieczki na wczasach nie przyczyniają się do powstawania dobrych, ciekawych fotografii. Nie ma się czasu. Ledwo zmienisz obiektyw a już twoja grupa oddala się od Ciebie. Takich wycieczek nie polecam temu kto lubi w spokoju i pomału dla przyjemności spacerować z aparatem. Jednak lepiej na plecak. Sytuacja sprawiła, że musiałem wypracować jakąś strategię aby jakieś ciekawe zdjęcia jednak przywieźć. Dlatego przeważnie szedłem na samym końcu i wszędzie się spóźniałem. To nie do końca był dobry pomysł, ale był praktyczny. Kiedy uczestnicy tej super objazdówki wgapiali się w panoramy miasta, ja byłem kilkadziesiąt metrów z tyłu w bocznej uliczce, sam bez turystów z Polski.

Read More

Sąd nad fotografią nr 51

Już po urlopie. Wypoczęty i zrelaksowany zabieram się do pracy. Jest jej tak dużo, że zaczynam się zastanawiać czy do zimy skończę. Chyba nie. Więc pomimo ogromu pracy na przekór robię sobie, krótką przerwę i postanawiam rozprawić się z jedną z najważniejszych fotografii zrobionych przez człowieka….ever. Tak drogi czytelniku jest takie zdjęcie. Ale od początku.

Jakie warunki muszą byś spełnione aby fotografia była uznana za dobrą?  Mało tego, żeby była uznana za najważniejszą? Po pierwsze musi nieść ze sobą treść. Po drugie ów treść powinna być świeża, nowa, innowacyjna. Po trzecie powodować musi zainteresowanie. To tak ogólnie. Fotografia nr 51 (bo taki ma tytuł) spełnia każde z tych trzech warunków. Dzieło, nie zawaham się tego słowa użyć, poczyniła pewna Brytyjka. Co najlepsze została pominięta kiedy Komitet Noblowski nagradzał dwóch pajaców za prace nad DNA. Żaden z tych gamoni  nie przyznał się, że autorką fotografii a dokładniej rentgenogramu jest Rosalind Elsie Franklin. Najgorsze słowa cisną mi się na klawiaturze kiedy o nich pomyślę. Od razu jestem zwolennikiem skrajnych ugrupowań feministycznych i jestem skory by w proteście stanik ubierać na głowę…… ok zagalopowałem się.

Fotografia jest odkrywcza bez wątpienia. Przedstawia strukturę DNA. Tu w sumie mógłbym skończyć wpis. Każdy wie co to znaczy dla ludzkości i tłumaczyć do czego to się przyczyniło nie zamierzam. Uwielbiam symetrię, każdą. Łącznie z tą Konrada Niewolskiego. Mówi się, że  symetria to porządek głupców. Więc teoretycznie ja jako fotograf powinienem bardziej skłaniać się do prac bardziej złożonych z powodu szerszego postrzegania perspektywy i kompozycji…. ble ble ble. Nic podobnego. Pomimo, iż ta fotografia funkcję pełniła inną to moim zdaniem jest piękna, subtelna i na maksa mnie kręci. Jest w niej coś porażającego.

 

Tytuł wpisu to taka malutka prowokacja. Osądź sam Drogi czytelniku czy ta fotografia zasługuje na miano najważniejszej. Moim zdaniem tak.

Już niebawem kolejna dobra książka z fotografią w tle. Będzie także o ślubach, także i moim. Pojawi się mały reportaż z brudnej i leniwej Sycylii.

Długo zbieraj, wydaj szybko i gryź ściany….

… czyli o tym jak każdy z nas wydaje kupę szmalu na swoją zajawkę i powinien być z tego dumny. Zdecydowanie za długi tytuł wiec trzeba było go podzielić. Może dosyć niezgrabnie ale już trudno, napisałem.

Każdy z Was moi drodzy ma coś (albo powinien mieć) na co wydaje cały hajs. Nie piszę tu o rachunkach, kosztach normalnego utrzymania. Chociaż w dzisiejszych czasach życie w trybie podstawowym kosztuje nas krocie. Każdy ma jakąś zajawkę. Swoją małą oazę, do której ucieka raz na jakiś czas. To świetne uczucie, prawda? Zapomnieć na moment o wszystkim i o wszystkich. Tylko Ty i to coś przez krótką chwilę twojego  życia. Najlepsze, że to coś kosztuje przeważnie sporo.  Wydajesz majątek. Gdybyś mógł wyniósł byś z NBP kilka palet stuzłotowych banknotów. Tylko po to by to coś trwało dłużej, częściej, intensywniej. Ja też mam to coś. Nie mam zamiaru się rozpisywać na czym polega paintball i jego sportowa odmiana. To mój drogi czytelniku możesz sam znaleźć na sieci.

Bardziej chciałbym o fotografii i o fotografowaniu tych wszystkich pękających kulek na masce, błocie, wszechobecnego brudu. Jest coś interesującego kiedy zatrzymujesz w kadrze coś nowego, świeżego. Pierwszy raz zabrałem na pole aparat dwa lata temu. Zamurowało mnie. W jak pięknie prosty sposób brud, kurz i błoto może kontrastować z kolorową farbą, barwnymi przeszkodami i pstrokatymi bluzami zawodników.

 

Kiedy szykowałem materiały do tego wpisu od razu wpadł mi do głowy pomysł by pokazać Wam, moim zdaniem, jedno z najlepszych zdjęć paintballowych. Niestety ciężko znaleźć autora tej fotografii. Zdjęcie ukazało się na okładce magazynu paintballowego FACE FULL. Tu pokazuje Wam oryginalny kadr bez edycji. Przepraszam za marną jakość ale ciężko o lepsze. Fotografia jest niebywała.

 

Kadr i perspektywa sprawia że sama bryła zawodnika daje powalający efekt. Niestety musisz obejść się smakiem, by zobaczyć inne ciekawe fotografie  w tym magazynie. Zin na ta chwilę zamknął swoją działalność i nie wiadomo kiedy wznowi. Wielka szkoda.

Na koniec moja prośba. Jeśli masz swojego konika, hobby czy, nazwij to jak chcesz. Fotografuj to, kręć filmy. Pokaż to innym. Może dzięki Tobie ktoś obcy, albo znajomy zainteresuje się.  Im więcej osób tym lepsza zabawa. Bo o to w tym wszystkim chodzi. Tylko i wyłącznie o dobrą zabawę.

„Kto czyta książki – żyje podwójnie”

          Osobiście nie przepadam za twórczością Umberto Eco. Jeśli chodzi o książki za to felietony pisał niezłe.  Cytat w tytule jest jego, więc wypadało by o nim wspomnieć. No to jak wspomnieliśmy o Panu Eco możemy zająć się ciekawą pozycją dla fotografów i nie tylko. „FOTOGRAFIA JAKO SZTUKA WSPÓŁCZESNA” Charlotte Cotton. Dostałem w prezencie od mojego kumpla i bardzo z tego jestem rad.

          Osobiście wszystkich fotografów dzielę na dwie grupy entuzjastów-samozwańców i wykształciuchów. Nie umniejszam żadnej z tych grup. Wszystkich traktuję równo. Jeśli było by inaczej to nie miałbym szacunku do prac stworzonych przez moich znajomych i tych co są dla mnie wzorem, a jest takich kilku. Jednak o tym kiedy indziej. Wracając do tematu. Pierwszej grupie ta książka wyda się ciężka ale ciekawa. Drugiej grupie tylko ciekawa. Ja należę w tym momencie do tej pierwszej grupy. Styl w jakim jest napisany jest ciężki. Natłok informacji, danych, nazwisk, prac, tytułów powala. Masz wrażenie jakby coś miażdżyło tobie  klatkę piersiową  i jak nie zamkniesz tej książki w tym momencie to umrzesz.  Rozumiem podejście autorki i wydawców. Żeby napisać to w miarę przyjemnie były by potrzebne przynajmniej cztery tomy. Tu tylko masz dwieście pięćdziesiąt stron.  To nie jest tytuł na przyjemny, wieczorny letni wieczór. Siadasz do niej tak jakbyś siadał do egzaminu. Jeśli podołasz i doczytasz do ostatniej strony to jesteś moim bohaterem. To jedna strona medalu. Jest też druga.

           Niemożliwie ogromna liczba dobrych prac, których prawdopodobnie nigdy byś nie zobaczył znajduje się na kartach tej książki i czeka byś miał siłę odwrócić następna stronę. Jest piekielnie ciekawa. Takie podobne tytuły możesz znaleźć jedynie w zakamarkach akademickich bibliotek na ASP i wątpię by były przetłumaczone na nasz ojczysty język. Czy jest warta swojej ceny, wysiłku i czasu. Zdecydowanie tak. Zapewne będziesz bogatszy o nowe wiadomości. Gwarantuję Ci to drogi czytelniku.  Na sam koniec cytuję komentarz z tyłu książki. ” Niniejsze wydanie wspomina o najnowszych trendach w fotografii artystycznej. Osobny rozdział poświęcono artystom kładącym nacisk na fizyczne cechy medium fotograficznego i traktującego zdjęcia jako część eksperymentów panmedialnych lub nośnik nowych form przekazu.” Już wkrótce coś o farbie na zdjęciach.

Za drugim razem będzie lepiej. Czyli jak drugi wpis a blogu stał się pierwszym wpisem.

Uważam, że w sieci na obecną chwilę jest wystarczająco dużo blogów. Niestety tych dobrych jest może kilka. Reszta to śmieci jeśli chodzi o treść. Bo muszę nadmienić, że większość z nich jest pisana tylko po to by pozycjonować strony o różnym natężeniu bezużytecznych treści. Na szczęście istnieją miejsca w internetowej otchłani, które są dobre, wręcz zapraszają by jeszcze kiedyś na nie wrócić. Tych kilka blogów osobiście darzę dużym uznaniem i chętnie topie się w ich najnowszych odsłonach.

Ostatnio bliska mi osoba czytała fragment opowiadania. Autor opisał w ciekawy sposób różnicę między ludźmi, którzy cierpią na astmę a zdrowymi. Ludzie z astmą bardzo dokładnie dobierają słowa, gdyż każde wypowiedziane zdanie to dla nich ogromny wysiłek. Zdrowi natomiast plotą bez przerwy co im ślina na język przyniesie.  Życzył bym sobie aby ten skrawek internetowego wszechświata jakim będzie ten blog był miejscem ciekawej treści.

To tak w ramach krótkiego i może niezrozumiałego wstępu, za co internetowy czytelniku masz moje ogromne uznanie.  Za to że dobrnąłeś aż tutaj. Teraz czas zapracować na twoje uznanie.

Oczywiście będzie sporo o fotografii i obrazie.

 

Hocus Focus

Hocus Focus. Strona poświęcona fotografii ślubnej i fotografii dla biznesu.

Strona 6 z 6« Pierwsza...23456