Historia opowiadana przez Czecha cz II

Jak już pisałem wcześniej dokładnie flexaret jest Czecho-Słowiakiem ale uznajmy, że teraz to nie istotne. Jak tam piątkowy poranek? Jesteście w pracy i odliczacie godziny do weekendu czy może jeszcze w kapciach i z kawą łazikujecie po mieszkaniu? Ja w pracy. Pierwsze co zrobiłem po przyjściu do pracy to przerwę. Jednak na swoją obronę mam to, iż trzeba Wam moi drodzy pokazać kilka fotografii. Wszystko dzięki uprzejmości mojego kumpla, który o mnie dba i chemię kupuje zawsze na czas:D. Jego ciekawego bloga może znaleźć tu:  http://wyspawodcinkach.blogspot.com/  Co wpis to kogoś polecam. No ale co zrobić kiedy to dobre jest. Zmarnować się nie może. Ów Czech, o którym tak ochoczo pisałem na wstępie, wykonał kilka ciekawych kadrów, które przed Wami odsłonię. Będzie portret króla, jacyś zakochańcy, pewien fotograf przy pracy i dwie tajemnicze kobiety. Co do samego Czecha to jest cwany gość bo nigdy nie wiadomo jaki będzie miął humor. Nie informuje mnie łaskawie kiedy będzie miał ochotę prześwietlić zdjęcie a kiedy nie. Nawet słowem nie wspomni o tym, że kadr krzywy i można się bardziej postarać. Ciężki charakter ma ten gość. Jednak daje tyle satysfakcji. Pracując z nim czujesz że lekko nie będzie. Swoista męska, twarda gra. Jakby sam James Dean dawał ci ognia. Ostro pojechałem, ale taka prawda.

Kto fotografował analogiem zrozumie tą wyjątkową odpowiedzialność za zwolnienie migawki. Tylko dwanaście klatek. Historia, której finału nie poznasz do momentu wywołania filmu. Ktoś kiedyś powiedział, że im więcej powtórzeń zdjęcia tym gorszy efekt. W dobie fb i pokazywania stu pięćdziesięciu zdjęć z basenu, które praktycznie niczym się od siebie nie różnią ta wiadomość raczej jest nie praktyczna. Dlaczego? Bo nic nie zmieni. Teraz im więcej tym lepiej…o ironio. Z tego względu, że ochoczo wykonuję fotografię ślubną często od Pary Młodej dostaję pytanie. Ile dostaniemy zdjęć bo konkurencja proponuje dwa tysiące…. Szok dwa koła zdjęć. Kto by to oglądał. Kto by to zapamiętał. To ja jednak wole znacznie mniej. W tym przypadku jest inaczej. Im mniej tym lepiej, gdzie słowa „jeden, pojedynczy” znaczą tyle samo co wyjątkowy, niepowtarzalny. Reasumując tych kilka czarno-białych fotografii to świadomy sprzeciw…a może i manifest.

 

Do następnego Kochani. Wkrótce dwa kardy ze studia. Czyli „Co nas kręci co nas podnieca” kolor czy b&w. Trzymajcie się!

P.S. Przepraszam za chaotyczny język. Co zrobić, życie 😀