Sąd nad fotografią nr 51

Już po urlopie. Wypoczęty i zrelaksowany zabieram się do pracy. Jest jej tak dużo, że zaczynam się zastanawiać czy do zimy skończę. Chyba nie. Więc pomimo ogromu pracy na przekór robię sobie, krótką przerwę i postanawiam rozprawić się z jedną z najważniejszych fotografii zrobionych przez człowieka….ever. Tak drogi czytelniku jest takie zdjęcie. Ale od początku.

Jakie warunki muszą byś spełnione aby fotografia była uznana za dobrą?  Mało tego, żeby była uznana za najważniejszą? Po pierwsze musi nieść ze sobą treść. Po drugie ów treść powinna być świeża, nowa, innowacyjna. Po trzecie powodować musi zainteresowanie. To tak ogólnie. Fotografia nr 51 (bo taki ma tytuł) spełnia każde z tych trzech warunków. Dzieło, nie zawaham się tego słowa użyć, poczyniła pewna Brytyjka. Co najlepsze została pominięta kiedy Komitet Noblowski nagradzał dwóch pajaców za prace nad DNA. Żaden z tych gamoni  nie przyznał się, że autorką fotografii a dokładniej rentgenogramu jest Rosalind Elsie Franklin. Najgorsze słowa cisną mi się na klawiaturze kiedy o nich pomyślę. Od razu jestem zwolennikiem skrajnych ugrupowań feministycznych i jestem skory by w proteście stanik ubierać na głowę…… ok zagalopowałem się.

Fotografia jest odkrywcza bez wątpienia. Przedstawia strukturę DNA. Tu w sumie mógłbym skończyć wpis. Każdy wie co to znaczy dla ludzkości i tłumaczyć do czego to się przyczyniło nie zamierzam. Uwielbiam symetrię, każdą. Łącznie z tą Konrada Niewolskiego. Mówi się, że  symetria to porządek głupców. Więc teoretycznie ja jako fotograf powinienem bardziej skłaniać się do prac bardziej złożonych z powodu szerszego postrzegania perspektywy i kompozycji…. ble ble ble. Nic podobnego. Pomimo, iż ta fotografia funkcję pełniła inną to moim zdaniem jest piękna, subtelna i na maksa mnie kręci. Jest w niej coś porażającego.

 

Tytuł wpisu to taka malutka prowokacja. Osądź sam Drogi czytelniku czy ta fotografia zasługuje na miano najważniejszej. Moim zdaniem tak.

Już niebawem kolejna dobra książka z fotografią w tle. Będzie także o ślubach, także i moim. Pojawi się mały reportaż z brudnej i leniwej Sycylii.