Sto osiemdziesiąt stopni.

Na początek dobry kawałek.

Czasami, ale tylko czasami mam ochotę zapaść się pod ziemię. Gniecie mnie dzisiejsza rzeczywistość. Dusi mnie lśniący, cywilizowany, nowy porządek. „Jest pięknie”- mógłby ktoś odpowiedzieć. Pewnie ma rację. Jednak ja tego nie widzę. Często dostrzegam przechodniów zapatrzonych w siedmiocalowe cacuszka, z których bije hipnotyzujący blask pierdyliona kolorów. Na które wydali pół wypłaty, a które służą im w sumie tylko do kilku rzeczy.

Żądza posiadania jak najbardziej nieprzydatnych rzeczy jest tak ogromna, że już nie liczy się „potrzebuje” tylko „muszę to mieć”. Najzabawniejsze, że to wszystko jest „podróbką szczęścia z fabryki na Tajwanie”. Znasz ten tekst, prawda? Obserwuję chęć ścigania się z kimkolwiek o cokolwiek. Byle być na pudle. Widząc to śmieje się pod nosem bo żyjąc tu i teraz, chcąc czy nie chcąc…robię to samo.

Za mało jest (w nas samych) spokoju. Ja wiem, rozumiem realia są takie, a nie inne. „Stary jak ja nie ogarnę to będzie lipa”. Uwierz mi, rozumiem. Tylko do czego to prowadzi. W zaciszu domowym myślisz o pracy. W pracy myślisz o problemach, które musisz rozwiązać w domu. Zamiast spać w nocy to nadrabiasz projekty. Rano wstać nie możesz. Zjadasz co popadnie a później się dziwisz, że się źle czujesz. Do swoich dzieci „rzucasz” komunikaty traktując je jak konieczność, a z obcymi rozmawiasz tak słodko, że bierze na mdłości. Odwróciło się wszystko.

Owe przebiegunowanie wartości jest wynikiem chronicznej pogoni za urojonym szczęściem, które widać gdzieś na horyzoncie. Jednak kiedy już je dopadniemy to okazuję się, że jest mało wartościowe i szukamy kolejnego, które niestety nie spełni naszych oczekiwań.

Więc wyluzuj i szukaj tego co jest wymierne, a jego działanie długofalowe. Może to jest rozwiązanie. Może mi też to pomoże.

Dzisiaj trochę spokoju na fotografiach. Może zdarzyć się tak, że stwierdzisz iż owe fotografie nie mają nic wspólnego z tekstem powyżej. Być może masz rację. Bo widzisz…odwróciło się wszystko.

 

Wróć do bloga