To wszystko przez nią!

   Dzisiaj trochę tekstu i mało zdjęć. Z racji tego, że długo nie pisałem, a i fotografii wartej pokazania też nie za wiele. W zasadzie to nic nie mam Wam do pokazania. Wstyd. Jednak mam nadzieję, że nie zanudzę. Temat „petarda”. Właśnie w tym wpisie uchylę rąbka tajemnicy. Dzisiaj wszyscy się dowiedzą przez jaką książkę postanowiłem być fotografem. Krótkie wyjaśnienie. Tytuł ten dorwałem w momencie kiedy się już interesowałem fotografią. Jednak przez nią zdecydowałem, że właśnie to chcę robić, a nie coś innego.

Kupiłem ją za marne grosze u pewnego sprzedawcy, który handlował starymi książkami. Kto mieszka we Wro pewnie nie raz Go widział. Sprzedaje nieustannie w tym samym miejscu, w przejściu podziemnym na pl. Społecznym. Tyle tytułem wstępu. Czas zrobić klimat, gdyż książka jest z 1956r. Na początek muzyka. Mam nadzieję, że lubicie covery. Ja lubię. Większość z nich jest lepsza niż oryginał. Ten cover się sprawdzi bo wykonany jest w dobrym, starym stylu.

   Co się działo w 1956r? Jak podaje Wiki to…nic ciekawego. Dwunastego marca w Moskwie umarł Bierut. Więc już dziewiętnastego kwietnia w Stoczni Gdańskiej zwodowano (o ironio) drobnicowiec MS Bolesław Bierut. Ogłoszono amnestię i zalegalizowano aborcję. Niestety nic nie napisali, że Państwowe Wydawnictwa Techniczne wydały moją najcenniejszą książkę.

001

   „Poradnik Fotograficzny” pod redakcją dr nauk techn.W.W. Puśkowa. Moja księga czarów i zaklęć. Jest stara i śmierdzi starością. Jej karty pożółkły, a szycie grzbietu już w znacznej części nie trzyma. Mimo tego znaczy dla mnie więcej niż wszystkie inne pozycje w moim księgozbiorze. Jest tam wszystko co związane z fotografią. Rysunki techniczne, schematy, tabele, przypisy i tekst. Nawet nie wiem ile razy ją przeczytałem mimo, iż większość informacji jest już nie aktualna. Nie aktualna to nie znaczy, że nie warta uwagi. Wiedząc o tym, że informacje tam zawarte mogą być już przestarzałe to ją wziąłem. Czułem jakbym odkrył fotograficzną Jaskinię Chauveta. Odnalazłem runy tajemnej techniki wykonywania fotografii. Moja foto-atlandyda. To wszystko przez nią.

002

   Nie ma nowych książek o fotografii, które by mnie urzekły zawartością. Same smuty i kluchy. Zero konkretów. Setki zdjęć, z których nic nie wynika. Ja wiem, może trochę marudzę. Pewnie zaraz bym napisał, że stare jest lepsze. Stare auta mają duszę, ze starego garnka strawa smakuje lepiej. Stary kawałek powoduje dreszcze, a nie jakieś pierdy z super radia. Jednak może to prawda. Nie ważne, wróćmy do mojej książki.

   Owa książka zawierała ukryty skarb, który odkryłem dopiero na 234-tej stronie. Zakładka zrobiona z wyrywanej kartki z kalendarza. Datowana na 2 czerwca 1981roku (chyba bo nie widać wyraźnie) .

003

   Ciekawe, kto ją czytał. Kto posiadał ten skarb przede mną? Czy czytał ją 3 czerwca i zużytą kartkę zaadoptował na zakładkę? Jaki był dzień? Było ciepło? Może padało i ktoś postanowił przy papierosie poczytać. Może to w ogóle nie prawda, a ja chciałbym, żeby tak było? Nie wiem i odpowiedzi nigdy na to nie znajdę. Na odwrocie kartki przepis na chłodnik truskawkowy. Jak myślicie ktoś go zrobił? Chyba nie bo zamiast do zeszytu z przepisami kulinarnymi kartka trafiła do książki. Jak by ktoś miał ochotę go zrobić to szczerze polecam. Chętnie się dowiem jak smakował. Jeśli właściciel rzeczywiście czytał ją w osiemdziesiątym pierwszym to czy książka go wciągnęła? Wtedy (pomimo, iż w dalszym ciągu wykonywano analogową fotografię) było już dużo nowości i ciekawostek technologicznych. Zwykła książka o fotografii przez jeden drobny szczegół odkryła nowy ciekawy wątek.

004

   Wróćmy już ostatni raz do książki. Teks mimo, iż czysto techniczny to przyciąga, zaprasza, pochłania. Lubię te stare kartki, błędy w druku i co najważniejsze, praktycznie brak zdjęć. Jedyne fotografie (zresztą słabej jakości) to zdjęcia modeli ówczesnych nowych aparatów. Książka o fotografii bez fotografii. Niezła jazda co? O to właśnie chodzi! „Nikt nie będzie ci gamoniu pokazywał zdjęć. Ty sam masz je widzieć oczami wyobraźni”.

005

   Pokażcie mi książkę o fotografii w nowym wydaniu, która by w połowie była tak treściwa jak opisywana przez mnie „Moja księga czarów i zaklęć”. Na koniec drobna rada dla tych, którzy chcą zacząć przygodę z fotografią (ale i nie tylko). Kup sobie książkę, ale starą. Dowiesz się więcej niż z dziesięciu nowych wydań. Pozdrawiam i do następnego.