Wszystko płynie.

Dwóch rzeczy nie znoszę. Po pierwsze nienawidzę ludzkiej głupoty. Na to przeważnie wpływu nie mam. Pozostaje mi tylko patrzeć na ów związek przyczynowo-skutkowy, który zachodzi w otoczeniu i śmiać się do rozpuku. Po drugie nie cierpię gdy moja drużyna przegrywa. Boli strasznie. W sumie zrozumie to tylko ten kto kocha rywalizację i czuje się związany na wielu płaszczyznach z ludźmi takimi jak on sam. Na to już mam wpływ. Dlatego jakakolwiek porażka, a zwłaszcza dotkliwa boli najbardziej. Brak snu, brak apetytu, brak chęci na cokolwiek doskwiera przez kilka dni i trzeba zająć się czymś by bolało mniej.

001

Każdy z Was posiada antidotum, znieczulenie chwilowe, które uśmierzy chociaż na moment skołatane serce i uspokoi stan nerwowy. Moja mikstura to rower plus aparat w plecaku z podpiętym obiektywem 50 mm. To czas kiedy składam po kolei rozsypane w drobny mak swoje wewnętrzne „Ja”. Działa powoli, ale skutecznie z czego bardzo się cieszę. Więc nie rozmyślając długo posadziłem swoje dupsko na siodełko i ruszyłem w powolną przejażdżkę po Wro, które uwielbiam bo za każdym razem coś nowego przede mną odkrywa, bądź też zataja.

003

jjjjhjhj Przepraszam to zlepek zupełnie nie pasujących liter, które przez nieuwagę wcisnąłem na klawiaturze. Jednak  jeśli je tu napisałem to niech już zostaną. No nie ważne, do tematu. Warto by się zastanowić czy nasze porażki świadczą o tym, że jesteśmy słabi. Myślę, że to nie do końca prawda. Fakt, że ktoś był lepszy od nas (z różnych względów) nie stanowi świadectwa o naszej słabości. To nie życiowa „lamerskość” tylko ciągła i nieustanna nauka. Nauka siebie samego, innych, świata, a także tych zdarzeń przyczynowo-skutkowych, o których pisałem na początku. Nie, nie słodzę sobie. To by była dopiero lamerskość jakbyśmy uważali, że nic się nie stało. Za każdym razem kiedy ponosisz klęskę staje się bardzo dużo. Ważne, żeby to dostrzec i pracować nad tym. Pamiętam, że za każdym razem kiedy reprezentacja Polski w Piłkę nożną przegrywa kibice krzyczą, „NIC SIĘ NIE STAŁO!”.  Właśnie, że się k….a stało! I to w c…j.  Kiedy nikt nie powie, że się stało źle to znaczy, że cały czas jest dobrze. Więc po co to zmieniać.  Im szybkiej zaczniesz pracować nad błędami tym…. nie wiem czy będziesz odnosił sukcesy, ale wiem że błędów będzie mniej. Proste? Chyba w tym wszystkim o to chodzi. Ważne by dać z siebie wszystko pomimo porażki. Za każdym razem. Wiesz dlaczego? Dlatego, że później przychodzi dzień kiedy stajesz przed lustrem. Sam wtedy osądzisz czy jesteś wygranym czy nie. Bo sukces trzeba odnieść najpierw w głowie i być przy tym cholernie szczery.

002Fotografia à propos odrywania Wrocławia. Tu ewidentnie się przede mną zakrył. Opisuje także mój stan nerwowy. „W remoncie”.

010Hahahaha. Tak, to też może się odnosić do mojego aktualnego stanu samopoczucia po przegranej.

Na sam koniec nawiąże do tytułu wpisu, bo pewnie jesteś ciekaw drogi czytelniku dlaczego tak, a nie inaczej. Przegrana spowodowała, że jeszcze raz ułożyłem sobie wszystko w głowie. A także w końcu wziąłem aparat do ręki. Nareszcie.  Tak więc……WSZYSTKO PŁYNIE.  Do następnej porażki, bądź też sukcesu.